Wykorzystać, a potem: żegnaj!

Wykorzystać, a potem: żegnaj!

Skoro od samego początku lektury czytający dzieło Amoris laetitia są wezwani, aby stać się znakiem miłosierdzia i bliskości (AL5) w okolicznościach niedoskonałości życia rodzinnego i braku w nim pokoju i radości, to wyraźnie wskazuje na postępującą świadomość ciemnych plam funkcjonowania rzeczywistości małżeństwa i rodziny. Potwierdza to treść drugiego rozdziału Amoris laetitia: Rzeczywistość rodzin i wyzwania, w którym Franciszek nie ucieka przed trudnymi kwestiami.

popsuty

Zaczyna od wybujałego indywidualizmu, który choć w swojej łagodnej formie przynosi społeczeństwu doraźne korzyści w postaci kształtowania poczucia autentyczności, wolności wyboru czy wrażliwości na sprawiedliwość, to ostatecznie godzi więzi rodzinne i doprowadza do poczucia samotności w rodzinie. Papież Franciszek analizuje degradujący wpływ nieograniczonej uczuciowości oraz kultury tymczasowości. Jej owocem jest narcyzm, niestałość w budowaniu związku, lęk przed zaangażowaniem, obsesja na punkcie czasu wolnego, przedmiotowe i pragmatyczne traktowanie relacji:

Na relacje uczuciowe przenosi się to, co dzieje się z przedmiotami i środowiskiem: wszystko można wyrzucić, każdy używa i wyrzuca, marnotrawi i niszczy, wykorzystuje i wyciska jak długo służy. A potem: żegnaj!

Franciszek dostrzega tez społeczną presję na młodych, by nie zakładali rodziny. Nie są to tylko szeroko pojęte względy ekonomiczne. Ale również czynnik ideologii, umniejszającej znaczenie małżeństwa i rodziny, doświadczenie niepowodzenia innych małżeństw, czy realne korzyści ekonomiczne i socjalne z konkubinatu. Ponadto: czysto emocjonalna i romantyczna koncepcja miłości, obawa przed utratą wolności i niezależności, odrzucenie czegoś pojmowanego jako instytucjonalne i biurokratyczne. Zagrożenie dla rodziny wynika również z szerzenia pornografii, komercjalizacji ciała, mentalności antynatalistycznej i polityki zdrowia reprodukcyjnego, osłabienia praktyk religijnych i bezsilności wobec sytuacji społeczno-gospodarczej, brak wsparcia socjalno-mieszkaniowego, trudnej organizacji pracy i braku sił oraz czasu na budowanie relacji w domu, generalnym braku komunikacji, szeroko pojętych zaniedbań dzieci, migracji, eutanazji, wspomaganego samobójstwa, uzależnienia, przemocy czy po prostu ubóstwa. Wobec tak rażąco szkodliwych czynników, papież nie boi się również krytykować liberalnego ustawodawstwa i ideologii gender.

Jednak przy tym całym szerokim spektrum zagrożeń Franciszek nie staje bezradny. Przeciwnie stawia je jako pretekst do podkreślenia wagi dobrego świadectwa o małżeństwie. A czasem jako przytyk do decydentów, że te same czynniki osłabiające małżeństwa i rodziny osłabiają, bezpośrednio bądź pośrednio, całe społeczności. Zatem społeczność powinna interesować się nie tylko problemami jednostki, ale również rodzinnej/małżeńskiej komórki społecznej. Nie wystarczy liczyć na to, że zapewnienie względnego komfortu dla jednostki da dobre warunki do rozwoju rodzin i całych społeczeństw.